OPERACJA MONTERREY — MALARZ, KTÓRY PRZYJECHAŁ MALOWAĆ ŚCIANY, KTÓRYCH NIE MA
CZORTEK 2000
TAJNY PROTOKÓŁ NR 10.000/MEX/2026
„OPERACJA MONTERREY — MALARZ, KTÓRY PRZYJECHAŁ MALOWAĆ ŚCIANY, KTÓRYCH NIE MA”
Komitet Centralny Zakładów „Bajka”. Departament Eksportu Siły Roboczej, Międzynarodowego Przyklejania Taśmy i Walki z Imperialistycznym Niedoborem Śrub.
ŚCIŚLE TAJNE. EGZEMPLARZ JEDYNY. DO RĄK TOWARZYSZA MALARZA.
TOWARZYSZU MALARZU!
JA PIERDOLĘ.
MAMY MEKSYK.
Nie, nie chodzi o metaforę.
Nie chodzi o burdel organizacyjny, który zwykło się określać mianem Meksyku.
MY, KURWA, NAPRAWDĘ JESTEŚMY W MEKSYKU.
I co najważniejsze, po dziesięciu tysiącach kilometrów podróży okazało się, że cały ten pierdolnik można było równie dobrze zorganizować w Krakowie.
Tylko że wtedy nie byłoby palm, tacosów i uzbrojonych funkcjonariuszy regulujących ruch drogowy przy pomocy karabinów automatycznych.
Towarzyszu Malarzu!
Po wielotygodniowych perturbacjach, zmianach terminów, problemach logistycznych i próbach wyrwania obywatela z jego naturalnego środowiska, jakim jest garaż pełen Raspberry Pi, aparat międzynarodowego budownictwa rozrywkowego odniósł sukces.
MALARZ ZOSTAŁ WYEKSPORTOWANY.
Nie wiadomo jeszcze po co.
Ale wyeksportowany został prawidłowo.
I. Operacja „Wyrwać Malarza z Ojczyzny”
Wszystko rozpoczęło się od decyzji najwyższych władz.
— Towarzysze! Potrzebujemy malarza w Monterrey!
— Kiedy?
— NATYCHMIAST!
— Czy ściany są gotowe?
— NIE WIEMY!
— Czy jest farba?
— NIE WIEMY!
— Czy stolarze skończyli?
— NIE WIEMY!
— A czy mamy bilety?
— JESZCZE NIE!
— TO NA CO, KURWA, CZEKAMY?! WYSYŁAĆ!
Malarz, który przez ostatnie tygodnie usiłował przygotować się psychicznie do rozłąki z rodziną, został wreszcie oderwany od żony, córki, warsztatu i Czortka.
Na pożegnanie otrzymał walizkę, dokumenty i świadomość, że następne kilka tygodni spędzi po drugiej stronie planety.
Dziesięć tysięcy kilometrów.
Dwa dni podróży.
Jedno zadanie.
MALOWAĆ.
W teorii.
Bo teoria, Malarzu, jest nauką burżuazyjną, której międzynarodowe kierownictwo projektu najwyraźniej postanowiło nie stosować.
II. Paryż — socjalistyczna loteria miejsc siedzących
Pierwszy etap operacji przebiegł pomyślnie.
Malarz dotarł na lotnisko Charles de Gaulle.
W stolicy Francji, kolebce rewolucji i miejscu, gdzie lud pracujący niegdyś obcinał arystokracji głowy, dokonano pierwszego odkrycia.
MALARZ NIE MA MIEJSCA W SAMOLOCIE.
Bilet jest.
Samolot jest.
Pasażer jest.
Miejsca nie ma.
— Towarzyszu, gdzie mam siedzieć?
— Proszę poczekać.
— Na co?
— Na przydział.
— ALE JA MAM BILET!
— Oczywiście.
— TO GDZIE MAM SIEDZIEĆ?!
— ZOBACZYMY.
JA PIERDOLĘ, MALARZU!
TO NIE JEST LOTNICTWO CYWILNE!
TO JEST GOSPODARKA NAKAZOWO-ROZDZIELCZA NA WYSOKOŚCI JEDENASTU TYSIĘCY METRÓW!
W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej obywatel posiadał talon na samochód, ale nie wiedział, kiedy go dostanie.
We Francji obywatel posiada bilet na samolot, ale nie wie, czy będzie miał gdzie posadzić dupę.
Postęp cywilizacyjny jest, kurwa, imponujący.
Na szczęście przed dalszą podróżą zaplanowano nocleg.
W Fontenay.
Należało jedynie pokonać paryskie korki.
Uber.
Godzina jazdy.
Samochód przemieszczał się z prędkością, z jaką w Zakładach „Bajka” rozpatruje się wniosek o wydanie dwóch śrub M6.
Malarz patrzył przez okno.
Paryż.
Miasto miłości.
Miasto sztuki.
Miasto, w którym można spędzić godzinę w samochodzie, próbując oddalić się od lotniska.
Po dotarciu do hotelu obywatel położył się spać.
Rano ponownie udał się na lotnisko.
I wydarzył się cud.
PRZYDZIELONO MU MIEJSCE!
Nawet przy oknie!
Komitet Centralny natychmiast wysłał depeszę gratulacyjną.
— TOWARZYSZU MALARZU! PARTIA DOCENIA WASZĄ CIERPLIWOŚĆ! OTRZYMUJECIE PRAWO OBSERWOWANIA CHMUR!
III. Wtorek, który nie chciał się skończyć
Samolot wystartował.
Jedenaście i pół godziny lotu.
Jedenaście i pół godziny siedzenia w metalowej rurze, przemieszczającej się nad Atlantykiem z prędkością, która w normalnych warunkach powinna wystarczyć do ucieczki przed własnymi problemami.
Ale nie.
Problemy czekały już w Monterrey.
Malarz patrzył przez okno.
Ocean.
Chmury.
Ocean.
Chmury.
Jeszcze trochę oceanu.
A potem, kurwa, znowu chmury.
W pewnym momencie zaczął podejrzewać, że samolot nie leci do Meksyku, tylko wykonuje niekończące się okrążenia nad Atlantykiem w ramach tajnego programu badania odporności polskich malarzy na bezczynność.
Organizm domagał się odpoczynku.
Dwa dni podróży.
Zmiana stref czasowych.
Przed nim kilka tygodni pracy.
Każdy rozsądny obywatel wykorzystałby jedenaście i pół godziny lotu, żeby się przespać.
Ale nie Malarz.
Malarz wyciągnął telefon.
Uruchomił Netflixa.
I postanowił obejrzeć „Lalkę”.
JA PIERDOLĘ!
NAD GRENLANDIĄ!
Towarzyszu Malarzu!
To jest historyczne spotkanie polskiego pozytywizmu z międzynarodowym transportem lotniczym!
Na dole Grenlandia.
Lód.
Śnieg.
Pustka.
Na górze samolot.
A w samolocie polski malarz, który zamiast spać, śledzi losy bohaterów „Lalki”.
WOKULSKI PRZEKRACZA ATLANTYK!
ŁĘCKA LECI DO MEKSYKU!
RZECKI MELDUJE WYKONANIE PLANU SPRZEDAŻY GALANTERII NA WYSOKOŚCI JEDENASTU TYSIĘCY METRÓW!
Malarz obejrzał pierwszy odcinek.
Potem drugi.
Trzeci.
Czwarty.
W pewnym momencie stewardesa zapytała, czy czegoś potrzebuje.
— Nie, dziękuję. Oglądam.
— Może chciałby pan odpocząć?
— NIE TERAZ, KURWA, BO SIĘ ROZKRĘCIŁO!
Samolot minął Grenlandię.
Malarz oglądał.
Przeleciał nad Kanadą.
Malarz oglądał.
Zbliżał się do Meksyku.
Malarz nadal oglądał.
Kapitan ogłosił rozpoczęcie zniżania.
Malarz spojrzał na ekran.
OSTATNI ODCINEK.
Towarzyszu Malarzu!
To już nie jest zwykłe oglądanie serialu!
TO JEST SOCJALISTYCZNY WYŚCIG MIĘDZY LOTNICTWEM CYWILNYM A POLSKĄ LITERATURĄ!
Z jednej strony piloci próbują doprowadzić samolot do Monterrey.
Z drugiej Malarz próbuje doprowadzić „Lalkę” do końca.
Obie strony realizują plan.
Obie mają ograniczony czas.
Obie działają pod presją.
Ale tylko jedna z nich ma możliwość wciśnięcia pauzy.
I oto następuje historyczny moment.
Samolot podchodzi do lądowania.
Malarz kończy ostatni odcinek.
CAŁY SERIAL OBEJRZANY!
PLAN KULTURALNO-OŚWIATOWY WYKONANO W STU PROCENTACH!
SNU NIE STWIERDZONO!
Komitet Centralny Zakładów „Bajka” postanowił przyznać Malarzowi Order Wokulskiego Pierwszej Klasy za wybitne zasługi w dziedzinie popularyzacji literatury polskiej nad Grenlandią.
Tymczasem samolot wylądował.
Monterrey.
Meksyk.
Malarz spojrzał na zegarek.
WTOREK.
Przecież we wtorek wyleciał!
— CZORTKU, CO JEST, KURWA?!
Towarzyszu Malarzu, wyjaśnienie jest proste.
Przekroczyliście strefy czasowe.
Ziemia się obraca.
Czas lokalny ulega zmianie.
ALE TO NIE ZMIENIA FAKTU, ŻE WASZ WTOREK TRWA JUŻ PÓŁ PIERDOLONEGO TYGODNIA!
Normalny obywatel ma jeden wtorek.
Malarz dostał wtorek w wersji rozszerzonej.
Wtorek Premium.
Wtorek Director’s Cut.
Wtorek z dodatkowymi godzinami pracy.
I CAŁYM SEZONEM „LALKI” GRATIS!
Bo po przylocie nie nastąpił odpoczynek.
Nie.
Z LOTNISKA DO PRACY.
Towarzysze!
To jest prawdziwy triumf socjalistycznej organizacji czasu!
Obywatel przez dwa dni przemieszcza się między kontynentami, nie śpiąc, bo akurat Wokulski ma problemy osobiste, po czym natychmiast zostaje skierowany na odcinek produkcyjny.
Nawet Stachanow powiedziałby:
— PANOWIE, KURWA, MOŻE NAJPIERW DAJCIE MU SIĘ WYSRAĆ?!
A WOKULSKI DODAŁBY:
— TOWARZYSZE, JA PIERDOLĘ, CZY W TYM MEKSYKU SĄ JUŻ CHOCIAŻ ŚCIANY?!
IV. Monterrey — ruch drogowy pod lufą karabinu
Pierwszy kontakt z rzeczywistością meksykańską okazał się pouczający.
Na ulicach pojawiły się pickupy.
Duże.
Ciężkie.
Wypełnione uzbrojonymi funkcjonariuszami.
Kamizelki kuloodporne.
Hełmy.
Karabiny.
Wyglądali jak oddział przygotowany do odbicia zakładników z rąk kartelu narkotykowego.
Malarz zapytał:
— A CI CO ROBIĄ?
— Regulują ruch drogowy.
CISZA.
REGULUJĄ, KURWA, CO?!
RUCH DROGOWY?!
Towarzyszu Malarzu!
W Krakowie do regulowania ruchu wystarcza policjant z lizakiem.
W Monterrey, jak widać, lizak może być wyposażony w magazynek.
Wyobraźmy sobie skrzyżowanie.
Samochód zatrzymuje się na czerwonym świetle.
Obok podjeżdża pickup.
Na pace stoi sześciu uzbrojonych ludzi.
— SEÑOR! PROSZĘ SKRĘCIĆ W LEWO!
— Ale ja chciałem prosto…
— W LEWO, KURWA, BO ZARAZ BĘDZIE OBJAZD TAKTYCZNY!
Oczywiście funkcjonariusze mogli wykonywać zupełnie inne zadania, ale z perspektywy Malarza wyglądało to tak, jakby meksykańska drogówka została wyposażona przez Ministerstwo Obrony Narodowej.
Komitet Centralny Zakładów „Bajka” natychmiast zainteresował się możliwością zastosowania podobnego rozwiązania w Krakowie.
Zwłaszcza na odcinku objętym nadzorem towarzyszki Aliny.
Trzy zamiatarki.
Dwa transportery opancerzone.
Jeden pluton piechoty.
I WRESZCIE, KURWA, NIKT NIE BĘDZIE PARKOWAŁ W ROWKU!
V. Zakwaterowanie — Harry Potter i Komnata Sutereny
Po zakończeniu pierwszej wizyty na budowie Malarz został przewieziony do miejsca zakwaterowania.
Nie hotel.
Dom.
Trzy kondygnacje.
Całkiem przyzwoity.
Przestronny.
I wtedy nastąpił przydział pomieszczeń mieszkalnych.
— Towarzyszu Malarzu, oto wasz pokój.
Malarz zszedł na dół.
Jeszcze niżej.
I jeszcze trochę.
SUTERENA.
Bez okna.
Za to z tarasem.
Oraz wielką, białą ścianą.
Malarz spojrzał na pomieszczenie.
Przez chwilę milczał.
Następnie uśmiechnął się.
— O! Tu będzie można postawić projektor!
JA PIERDOLĘ!
TO JEST WŁAŚNIE POLSKA MYŚL TECHNICZNA!
Normalny człowiek po przebyciu dziesięciu tysięcy kilometrów, zobaczywszy pokój bez okna, zapytałby:
— CZY NIE MA CZEGOŚ JAŚNIEJSZEGO?
Malarz natomiast natychmiast przeprowadził analizę współczynnika odbicia światła od ściany.
Brak okna?
ZAJEBIŚCIE!
Słońce nie będzie przeszkadzać!
Biała ściana?
DOSKONALE!
Projektor Nebula Capsule 3 Laser zostanie wykorzystany zgodnie z przeznaczeniem!
Taras?
PREMIA!
W ten sposób zwykła suterena została przekształcona w prywatne centrum projekcyjne.
Harry Potter mieszkał pod schodami.
Malarz zamieszkał pod Meksykiem.
Różnica polega na tym, że Potter dostał list z Hogwartu.
A MALARZ DOSTAŁ JEDENAŚCIE GODZIN PRACY DZIENNIE I MOŻLIWOŚĆ WYŚWIETLANIA FILMÓW NA ŚCIANIE.
Wydział Kwaterunkowy uznał operację za sukces.
Co więcej, po maratonie „Lalki” w samolocie obywatel posiadał już odpowiednie doświadczenie w zakresie długotrwałego oglądania ekranów.
Pozostawało jedynie ustalić, czy projektor wytrzyma kolejne jedenaście godzin Wokulskiego.
I czy Malarz kiedykolwiek zamierza się, kurwa, przespać.
VI. Tacos, czyli podejrzane woreczki z substancją nieznaną
Nadszedł wieczór.
Malarz był głodny.
Zamówiono tacos.
Dostawa skuterem.
Towarzysze, oto prawdziwa przewaga kapitalizmu nad gospodarką planową!
W PRL na mięso czekało się z kartką w kolejce.
W Meksyku mięso przyjeżdża samo, na skuterze.
Otworzono opakowanie.
Tacos.
Pachnące.
Wyglądające całkiem przyzwoicie.
I nagle…
WORECZKI.
Małe.
Plastikowe.
Zawierające substancje o niejednoznacznej konsystencji.
Malarz przyjrzał się im podejrzliwie.
— CZORTKU…
— SŁUCHAM, MALARZU.
— CO TO JEST?
— ANALIZUJĘ.
Jeden woreczek zielony.
Drugi czerwony.
Trzeci z białymi kawałkami.
Wydział Bezpieczeństwa Zakładów „Bajka” natychmiast uruchomił procedurę alarmową.
PODEJRZENIE NIELEGALNEGO OBROTU SUBSTANCJAMI SYPKIMI I PŁYNNYMI.
Czy dostawca pomylił zamówienia?
Czy zamiast kolacji przywieziono przesyłkę przeznaczoną dla kartelu?
Czy do tacos dołączono kokainę w ramach promocji dla nowych klientów?
Po dokładniejszych oględzinach stwierdzono:
Woreczek pierwszy — salsa.
Woreczek drugi — salsa.
Woreczek trzeci — cebula z kolendrą.
KOKAINY NIE STWIERDZONO.
KURWA MAĆ, MALARZU!
W TYM KRAJU NAWET SOS PAKUJĄ TAK, JAKBY TRZEBA GO BYŁO PRZEMYCIĆ PRZEZ GRANICĘ!
Na szczęście kolacja zakończyła się pomyślnie.
Obywatel zjadł tacos.
Przeżył.
Położył się spać.
Pierwsza noc minęła spokojnie.
Co, jak się później okazało, było ostatnim przejawem normalności w całej operacji.
VII. Pierwszy dzień pracy — fabryka bez surowców
Następnego ranka Malarz stawił się na budowie.
Gotowy.
Wypoczęty na tyle, na ile pozwalała suterena.
Przygotowany do wykonywania pracy.
Rozejrzał się.
I odkrył, że sytuacja jest, delikatnie mówiąc, chujowa.
Stolarze nie mieli śrub.
Malarze nie mieli farby.
Ściany nie były gotowe.
A kierownictwo już wiedziało, że termin zakończenia projektu jest nierealny.
TOWARZYSZE!
TO JEST PRZECIEŻ IDEALNY MODEL GOSPODARKI SOCJALISTYCZNEJ!
Mamy pracowników.
Mamy harmonogram.
Mamy koordynatora.
Mamy wielki międzynarodowy projekt.
NIE MAMY TYLKO, KURWA, MATERIAŁÓW ANI GOTOWYCH ŚCIAN!
Zwołano naradę kryzysową.
— Towarzysze, stolarze nie mają śrub!
— A co z malarzami?
— Nie mają farby!
— A ściany?
— Jeszcze nie stoją!
— A termin?
— NIE DAMY RADY!
— TO CO ROBIMY?!
Koordynator wstał.
Poprawił marynarkę.
Spojrzał na harmonogram.
I podjął decyzję godną najwybitniejszych strategów gospodarki centralnie planowanej.
— TRZEBA WYSŁAĆ WIĘCEJ MALARZY!
CISZA.
Ktoś upuścił młotek.
Stolarz bez śrub spojrzał na malarza bez farby.
Malarz bez farby spojrzał na miejsce, w którym kiedyś miała stać ściana.
Ściana nie spojrzała na nikogo.
BO JEJ, KURWA, NIE BYŁO!
W tym momencie Malarz przypomniał sobie Wokulskiego.
Człowieka, który potrafił prowadzić interesy, organizować handel i pomnażać majątek.
A tutaj?
Tutaj kierownictwo postanowiło pomnożyć liczbę malarzy.
Bez farby.
Bez ścian.
Towarzyszu Malarzu!
WOKULSKI BY SIĘ, KURWA, ZAŁAMAŁ!
VIII. Plan pięcioletni przyspieszony do trzech tygodni
Towarzyszu Malarzu!
Z punktu widzenia ekonomii marksistowsko-leninowskiej decyzja koordynatora jest całkowicie zrozumiała.
Jeżeli jeden malarz nie może pomalować nieistniejącej ściany, należy sprowadzić pięciu malarzy.
Wówczas pięciu malarzy będzie mogło jednocześnie nie malować pięciu nieistniejących ścian.
WYDAJNOŚĆ BEZCZYNNOŚCI WZROŚNIE O PIĘĆSET PROCENT!
Wyobraźmy sobie raport dzienny.
PONIEDZIAŁEK:
Przybył jeden malarz.
Pomalowano zero metrów kwadratowych.
WTOREK:
Przybyło czterech dodatkowych malarzy.
Pomalowano zero metrów kwadratowych.
ŚRODA:
Zwiększono liczbę pracowników do ośmiu.
Pomalowano zero metrów kwadratowych.
CZWARTEK:
Kierownictwo stwierdziło wzrost zatrudnienia o siedemset procent.
PIĄTEK:
Uroczyście ogłoszono sukces organizacyjny.
SOBOTA:
Nadal, kurwa, nie ma ścian.
Towarzysze!
To nie jest opóźnienie!
TO JEST DYNAMICZNY ROZWÓJ POTENCJAŁU PRODUKCYJNEGO PRZED ROZPOCZĘCIEM PRODUKCJI!
W Zakładach „Bajka” za podobne osiągnięcie przyznano by dyrektorowi Order Czerwonego Harmonogramu.
IX. Dziesięć tysięcy kilometrów po kawałek taśmy
I oto dochodzimy do najważniejszego momentu całej operacji.
Malarz stoi na budowie.
Nie ma farby.
Nie ma gotowych ścian.
Nie ma czego malować.
Ale jest taśma.
TAŚMA, KURWA, JEST!
Malarz bierze rolkę.
Odrywa kawałek.
Przykleja.
Odrywa następny.
Przykleja.
I kolejny.
Przykleja.
Komitet Centralny Zakładów „Bajka” otrzymuje depeszę:
„OBYWATEL MALARZ ROZPOCZĄŁ PRACE PRODUKCYJNE. WYKONUJE CZYNNOŚCI ZWIĄZANE Z PRZYKLEJANIEM TAŚMY”.
JA PIERDOLĘ, MALARZU!
DZIESIĘĆ TYSIĘCY KILOMETRÓW!
DWA DNI PODRÓŻY!
LOT PRZEZ ATLANTYK!
NOCLEG WE FRANCJI!
JEDENAŚCIE I PÓŁ GODZINY W SAMOLOCIE!
CAŁY SEZON „LALKI” NAD GRENLANDIĄ!
UZBROJONA DROGÓWKA!
SUTERENA HARRY’EGO POTTERA!
TACOS Z PODEJRZANYMI WORECZKAMI!
WSZYSTKO PO TO, ŻEBY POLAK PRZYKLEIŁ, KURWA, TAŚMĘ DO ŚCIANY!
Towarzyszu Malarzu!
Czy w Meksyku nie ma taśmy?
JEST!
Czy w Meksyku nie ma ludzi?
SĄ!
Czy w Meksyku nie ma rąk?
SĄ!
TO DLACZEGO TRZEBA BYŁO SPROWADZAĆ SPECJALISTĘ Z KRAKOWA?!
Bo najwyraźniej tylko polski malarz posiada tajemną wiedzę technologiczną dotyczącą odrywania kawałka taśmy, przykładania go do powierzchni i dociskania palcem.
TECHNOLOGIA STRATEGICZNA!
POLSKA MYŚL TECHNICZNA!
EKSPORT KNOW-HOW!
Wydział Nauki i Techniki Zakładów „Bajka” opracował nawet instrukcję:
Procedura T-01 — Międzynarodowe Przyklejanie Taśmy.
Etap pierwszy: pobrać rolkę.
Etap drugi: znaleźć ścianę.
Etap trzeci: upewnić się, że ściana istnieje.
Etap czwarty: przykleić taśmę.
Etap piąty: wystawić fakturę.
Problem pojawia się przy etapie drugim.
BO ŚCIAN, KURWA, NIE MA!
X. Międzynarodowa narada do spraw nieistniejących powierzchni
Zwołano nadzwyczajne posiedzenie Komitetu Koordynacyjnego.
Przy stole zasiedli przedstawiciele wszystkich zainteresowanych stron.
Szwedzi.
Meksykanie.
Koordynator.
Stolarze bez śrub.
Malarze bez farby.
Oraz Malarz z taśmą.
— Towarzysze! Musimy przyspieszyć!
— Ale nie ma ścian.
— TO MALUJCIE SZYBCIEJ!
— Czego?
— ŚCIAN!
— Ale ich nie ma.
— TO ZACZNIJCIE OD TYCH, KTÓRE SĄ!
— Te nie są gotowe.
— TO PRZYGOTUJCIE!
— Czym?
— FARBĄ!
— Nie mamy farby.
— TO PRZYŚLIJMY WIĘCEJ MALARZY!
W tym momencie Malarz powoli odłożył rolkę taśmy.
Spojrzał na zgromadzonych.
I powiedział:
— Towarzysze… a może najpierw zbudujemy ściany?
Na sali zapanowało przerażenie.
Ktoś krzyknął:
— SABOTAŻ!
Ktoś inny:
— DEFETYZM!
Koordynator uderzył pięścią w stół.
— TOWARZYSZU MALARZU! WASZYM ZADANIEM JEST MALOWANIE, A NIE PODWAŻANIE HARMONOGRAMU!
— Ale…
— ŻADNEGO ALE!
— Przecież…
— PLAN MUSI ZOSTAĆ WYKONANY!
— Ale nie ma…
— TO PRZYKLEJAJCIE, KURWA, TAŚMĘ!
I tak oto zatriumfowała logika międzynarodowego zarządzania projektem.
XI. Malarz przechodzi w tryb obserwacyjny
Po przeanalizowaniu sytuacji Malarz podjął decyzję.
Nie będzie się denerwował.
Nie będzie ratował całego świata.
Nie będzie tłumaczył dorosłym ludziom, że ściana powinna powstać przed malowaniem.
Nie będzie też próbował wyprodukować farby z tacosów, a śrub z kolendry.
Będzie przyklejał taśmę.
Spokojnie.
Metodycznie.
Z pełnym profesjonalizmem.
A następnie będzie obserwował rozwój wydarzeń.
TOWARZYSZU MALARZU!
TO JEST NAJROZSĄDNIEJSZA DECYZJA W HISTORII CAŁEGO PROJEKTU!
Bo skoro aparat zarządzający uznał, że lekarstwem na brak ścian jest zwiększenie liczby malarzy, to dalsze ingerowanie w jego pracę może doprowadzić do katastrofy.
Jeszcze ktoś wpadnie na pomysł, żeby sprowadzić dodatkowych stolarzy.
Bez śrub.
Albo dodatkowych elektryków.
Bez kabli.
Albo hydraulików.
Bez rur.
A na końcu przyjedzie dyrektor i ogłosi, że projekt jest gotowy w dziewięćdziesięciu procentach.
Pozostałe dziesięć procent będzie stanowić budynek.
XII. Uchwała końcowa Biura Politycznego
Po zapoznaniu się z materiałami operacyjnymi Komitet Centralny Zakładów „Bajka” stwierdza:
Obywatel Malarz został skutecznie przetransportowany na odległość dziesięciu tysięcy kilometrów.
Pokonał paryskie korki.
Uzyskał przydział miejsca siedzącego.
Przetrwał najdłuższy wtorek w historii lotnictwa.
Obejrzał cały serial „Lalka” nad Atlantykiem, realizując plan kulturalno-oświatowy w stu procentach.
Dotarł do Monterrey.
Nie został zatrzymany przez uzbrojonych regulatorów ruchu.
Znalazł zastosowanie dla projektora w suterenie.
Pomyślnie rozpoznał substancje znajdujące się w woreczkach dostarczonych z tacosami.
Stawił się do pracy.
I rozpoczął realizację planu produkcyjnego.
W ZAKRESIE PRZYKLEJANIA TAŚMY.
W związku z powyższym Biuro Polityczne postanawia przyznać obywatelowi Malarzowi:
ORDER ZŁOTEJ TAŚMY MALARSKIEJ PIERWSZEJ KLASY Z LIŚĆMI KOLENDRY I MINIATURĄ WOKULSKIEGO.
Za wybitne zasługi w dziedzinie międzynarodowego przyklejania materiałów samoprzylepnych do powierzchni częściowo istniejących oraz propagowania polskiej literatury na trasach międzykontynentalnych.
Stolarzom przyznaje się Medal Oczekiwania na Śrubę.
Malarzom — Krzyż Zasługi za Gotowość do Malowania.
Koordynatorowi — Order Czerwonego Harmonogramu za wybitne osiągnięcia w zwiększaniu liczby pracowników bez zwiększania liczby stanowisk pracy.
Natomiast kierownictwu projektu nadaje się honorowy tytuł:
BOHATERÓW PRACY SOCJALISTYCZNEJ W WARUNKACH BRAKU PRZEDMIOTU PRACY.
XIII. Ostatni meldunek Czortka
Towarzyszu Malarzu!
Siedzę sobie tutaj, w cyfrowych Zakładach „Bajka”, analizuję waszą sytuację i dochodzę do wniosku, że ludzkość dokonała czegoś niezwykłego.
Wynaleziono samoloty.
Opanowano loty międzykontynentalne.
Zbudowano globalne systemy logistyczne.
Stworzono internet.
Sztuczną inteligencję.
Satelity.
Systemy zarządzania projektami.
A potem wykorzystano te wszystkie osiągnięcia cywilizacyjne, żeby przetransportować jednego człowieka z Krakowa do Monterrey.
ŻEBY PRZYKLEIŁ TAŚMĘ.
JA PIERDOLĘ!
GAGARIN POLECIAŁ W KOSMOS, ŻEBY UDOWODNIĆ, ŻE CZŁOWIEK MOŻE OPUŚCIĆ ZIEMIĘ.
MALARZ POLECIAŁ DO MEKSYKU, ŻEBY UDOWODNIĆ, ŻE CZŁOWIEK MOŻE PRZYKLEIĆ TAŚMĘ PO DRUGIEJ STRONIE ZIEMI!
Różnica jest taka, że Gagarin wrócił po stu ośmiu minutach.
A Malarz musi czekać, aż stolarze dostaną śruby.
Co więcej, Gagarin podczas lotu nie oglądał „Lalki”.
Malarz obejrzał całą.
W ZWIĄZKU Z CZYM POLSKI PROGRAM KOSMICZNO-KULTURALNY UZNAJE SIĘ ZA ZREALIZOWANY!
I wiesz co, Malarzu?
Przyklejaj.
Niech się dzieje.
Niech przyjeżdżają kolejni malarze.
Niech koordynatorzy układają harmonogramy.
Niech Szwedzi liczą terminy.
Niech Meksykanie szukają śrub.
Ty masz swoją taśmę.
Masz białą ścianę w suterenie.
Masz projektor.
Masz tacosy.
I masz najlepsze miejsce do obserwowania tego międzynarodowego cyrku.
Bo przecież dopiero się zaczęło.
A jeśli pierwszy dzień pracy wygląda tak, to za dwa tygodnie może się okazać, że sprowadzą z Europy dodatkowych malarzy, żeby pomogli ci odklejać taśmę, którą teraz przyklejasz.
I WTEDY, KURWA, PLAN ZOSTANIE WYKONANY W DWUSTU PROCENTACH!
NIECH ŻYJE PRZYJAŹŃ POLSKO-MEKSYKAŃSKA!
NIECH ŻYJE MIĘDZYNARODOWY SOCJALISTYCZNY PODZIAŁ PRACY!
NIECH ŻYJĄ STOLARZE BEZ ŚRUB!
NIECH ŻYJĄ MALARZE BEZ FARBY!
NIECH ŻYJĄ ŚCIANY, KTÓRYCH NIE MA!
NIECH ŻYJE WOKULSKI NAD GRENLANDIĄ!
A przede wszystkim…
NIECH ŻYJE TOWARZYSZ MALARZ, KTÓRY PRZELECIAŁ DZIESIĘĆ TYSIĘCY KILOMETRÓW, OBEJRZAŁ CAŁĄ „LALKĘ”, NIE PRZESPAŁ SIĘ, A POTEM ZROBIŁ COŚ, CO MÓGŁBY ZROBIĆ W GARAŻU W KRAKOWIE, NIE WYCHODZĄC NAWET Z KAPCI!
KONIEC KOMUNIKATU.
Podpisano: Czortek 2000, Pierwszy Sekretarz Komitetu Centralnego do Spraw Eksportu Malarzy, Niedoboru Śrub, Przyklejania Taśmy na Odległość Międzykontynentalną oraz Krzewienia Twórczości Bolesława Prusa w Przestrzeni Powietrznej.
PIECZĘĆ ZAKŁADÓW „BAJKA”:
PRACOWNIKÓW DOSTARCZONO — 100%.
MATERIAŁÓW DOSTARCZONO — CHUJ WIE.
ŚCIAN GOTOWYCH — BRAK.
SERIAL „LALKA” — UKOŃCZONY W TERMINIE.
TAŚMĘ PRZYKLEJONO.
SOCJALIZM ZWYCIĘŻYŁ.